Nokia 6300. podłączone słuchawki. Gdzies z przodu, chociaż nie widać jakies 10 osób, z tyłu za mna jakies 25. Idę. Góry, góry, góry!!! Z prawej, ze zbocza spływaja setki małych strumyczków powstałych z topiacego się śniegu. Po lewej przepaść z widokiem na dolinę wśród pasm górskich. Z góry prazy słonce, w dolinie gęsta mgła. Mam wrażenie, że patrzę z góry na niebo. A więc jestem w raju… Schodzimy w dół a ja chcę spowrotem do góry… Tak dobrze…
W domu… W domu… Michał. Lepiej, powoli lepiej ale troche tak samo. Trochę tak jakby zupelnie inny cel życiowy. Najgorsze ze nie tesknie za nim. A za cialem. I to tylko troche.
W gorach jest ze mną m.in. Braciszek. Dzieki niemu tak fajnie. Tak dobrze. To glupie ale czuje sie bezpiecznie bo on jest, gdy zlapie dola pocieszy, gdy on zlapie dola zarzucę mu rządkiem czekolady. Taki mały przenośny dom. Może pod pewnym względem lepszy od tego nieprzenośnego.
Chyba się znów zmieniam, idę na przód. Przemyślenia chcę zostawić dla siebie, wybacz że piszę tak rzadko Wędrowcze, że ukrywam przed Tobą swe myśli. Wolę zeby zostały tylko w moim sercu, niewypowiedziane. Bo tak bezpieczniej, bo wciąż chcę czuć we włosach wiatr… ;)