Obiecywałam sobie przez parę dni z rzędu, że w końcu coś napiszę. Miałam nawet parę tytułów ( od tytułu się zaczyna, potem przychodzą myśli… ) Kiedy wkońcu czuję nastrój by pisać nie pamiętam już tego ważnego czegoś o czym to miało być.
Dopiero teraz wpisuję tytuł notki. Z jakiś tydzień temu miałam długo na gg opis ” dajcie mi żyletkę”. W połączeniu z wszechobecnie znanym moim podłym nastrojem powinno to kogoś zaniepokoić. I zaniepokoiło. Przyjaciółkę, która widuję raz na pół roku i byłego chłopaka, który kiedy widzieliśmy się ostatnio nie umiał udać że to naturalne, że mam kogoś innego i to na serio… Braciszek M. i wszelkie inne istoty na ziemii po prostu miały to w dupie. :)
Każdy lubi przebywac w towarzystwie ludzi szczęśliwych. Prawie każdy. Prawie każdy jest takim wielkim PIEPRZONYM EGOISTĄ, że reaguje tylko wtedy kiedy obawia się że straci dobrą opinię lub szacunek tych, którzych potrzebuje…
SAD, It’ very sad, but it’s very… polish.
Ice pewnie skrzywiłbys sie, że tak naprawdę znów nie piszę co sie u mnie dzieje. Więc piszę. Mój Aniołek walczy z zyciem wraz ze mną. Ostatnio pare razy było cięzko ale kryzysy umacniają tylko nasz zwiazek powoli dając coś na kształt przyjaźni i zaufania… Kocham drania :) Jest jakieś 60% szans, że od czerwca rzucam studia i od stycznia szukam pracy. Dowiem sie za niedługo a sama decyzja nie zależy ode mnie a od czynników zewnętrznych jak brak na czynsz (upraszczając). Straciłam zaufanie do ludzi. Chyba wszystkich. Aktualnie najbardziej ufam Aniołkowi ale też z dużym marginesem błedu. Czasami czuję sie po prostu tak okropnie że leże, słucham muzyki i ryczę póki mi trochę nie przejdzie. Dużo myślę o Ł., bardzo chciałabym go zobaczyć… Pogadać, zapytać czy jest miedzy nami cały czas tak samo napewno…
Dookoła mnie same śluby. Wszyscy obiecują sobie, że do smierci a ja zastanawiam się czy bycie z kimś do śmierci nie byłoby największą karą w życiu. Ironia. Na uczelni zaczynam lubić tych, których nie lubiłam ( przynajmniej w paru przypadkach ) a bardzo szybko znielubiam całą resztę, w tym tych, których uważałam za ważne dla mnie osoby…
Z co ciekawszych faktów – złamałam palec :D Moje pierwsze złamanie w zyciu. Odkrywam wiele dziwnych rzeczy – że w tak prostej sytuacji gdy złamaniem nie mozna sie zarazić a osoby chodzącej o kulach nie trzeba się bać jest mi w stanie pomóc starsza pani w busie, dresiarz w biedronce, pan z potrierni – bez moich próśb i bez narzucania się. Nie licz natomiast Wędrowcze na bezinteresowną pomoc rodziny czy znajomych. Im nie przyjdzie do głowy… bo zawsze radziłeś sobie sam…
Coraz rzadziej piszę i w sumie coraz częsciej czuje się źle ( fizycznie – migrena albo alergia, a jak nie to zatoki… zawsze cos). Czy to może mieć związek?