Cel jak kazdy inny. Dozyć, nie dac się zajechać.
Wczoraj filmik zobaczony z siostrzyczką. Boolywood. Dobry. Jasna przerwa miedzy pisaniem pdfów na zajęcia z LMI i kuciem do laborek z fizyki. Wszyscy na uczelni uważają że ich przedmiot jest najważniejszy. Mam deja vu z klasy maturalnej, gdzie człowiek starał się wyrobić z zadaniami domowymi a reszta juz go nie obchodzila. Teraz jest o tyle gorzej, że trzeba się tez zając domem – apteki, urzędy, gotowanie obiadów. Nie daje rady. Prozaicznie – nie mam już siły.
Czasami brakuje mi soli by plakać. Jest ktoś kto pomaga. Pomaga się śmiać:) Bo ja bardzo lubię smiech:) Jest taki dobry, taki prozaiczny ale fajny :) No więc śmieję sie z nim, i milczę i smieję i chłonę cieplo prozaicznej szczerości. Szczerości… Boże, to są jeszcze tacy ludzie? :| Szczerość umiera razem z uczuciami, których coraz mniej i mniej i mniej. Bo juz nikt nie umie kochać, juz nikt nie pamięta co to znaczy… Chociaz nie. Sciemniam. Znam parę chlubnych wyjątków :) Czuję dumę że ich znam. :)
Najwazniejsza jednak okazała się muzyka. Na odtwarzaczu królują piosenki z gatunku smetne: Steczkowska i Kayah, Happysad, Myslowitz. No i te dwie piosenki z glebokimi wspomnieniami. Optymistyczne słowa a mi tak smutno gdy je słyszę. Wypełnia mnie bezgraniczna złość. Jestem tak wściekła że nie wiem co zrobić. Pomysł mam jeden.
Cmentarz. Tylko cmentarz. W pojedynkę niestety.