Archiwum dla marzec, 2008

Wrednym być

Posted in Bez kategorii on 28 marzec 2008, piątek by Iceflame

Swoja karierę blogową zaczęłam w połowie roku 2005, czego niestety jeszcze nie widac na tym blogu ( wiem, ociagam się z dodawaniem archiwum z ebloga, sorki ). Hehe, trochę blogowych wspomnień mam. :) Fajne czasy to byly. Te zażarte kłotnie z Frozen, wieczne wojny z mylogiem WildHoney na forach, odejście Stonecolda. Teraz to tylko nicki, mniej lub bardziej puste. Ale za nickiem stoją ludzie. Kiedyś ludzie pałający do innych niechecią, odrazą lub jawną wrogością przeciw dzieciom neostrady. A jednak to bylo kiedyś. A dziś…Frozen pracuje w gimnazjum. Nie ma juz nawet czasu by tworzyć te swoje szablony, które ściągało sporo blogowego polskiego świata. Wild ma ślicznego małego Dzidziusia:) Oczywiście męża ma również, nawet od wczesniej.:) Tez już nie pisze ( tzn. ze 3 notki na rok ;) ), wyszla z depresji, przynajmniej tak widać ( gratuluję! :* ) . Sa też smutniejsze zmiany. Niedługo-umrę naprawde umarła, na raka, nie miała nawet 18 lat. Najprawdopodobniej na białaczkę zmarł Jack. Pewnego dnia po prostu znikł. Malo juz zostało osób ktore wciąz piszą. Nie ma juz nikogo z tych z cietym językiem, co byli na początku… Najbardziej brak mi własnie Pustkowia-czasu. Pisał w taki lekko zakrecony liryczny sposób z autentycznym znielubieniem świata, który tak czesto nas zawodzi. Lubię autentyzm.Sztucznośc mnie odstrasza.

Ech. A ja wciąz gdzies tam jestem. Czy to dobrze? Nie wiem, lubie ten kawałek przestrzeni gdzie nie musze się przejmowac innymi. Tu liczą się moje myśli, sa moje zasady.

Troche mi żal dawnego serwisu. Na tym nie ma takiego klimatu jednosci, społecznosci. Może to przez tę angielskość. A moze to tylko ja czegoś nie dostrzegam. Brak mi jednak forum z ebloga i brak mi nawet tych pustych różowych blogów, które powodowały, że poszukiwanie czegos wartosciowego tworzyło w końcu ekipę ludzi, którzy nie tylko znali adres ale pisali do siebie długasne maile i znali swoje zyciorysy na wyrywki.

Zmiana tematu:

Mama czuje się coraz gorzej. Nie wyrabiam juz czasowo między chlopakiem, pisaniem referatów, programowaniem w C++ a gotowaniem obiadków. Czasem brak mi chęci by żyć. Dziś ktos zamiast flame nazwal mnie lame co znaczy żałosny, nieudacznik. Ze łzami w oczach zastanawiam się czy nieswiadomie nie miał racji. Nawet nie moge pojechać w moje ukochane góry. Czuję się jak nieudacznik i nawet fakt, że w końcu załapałam czemu w systemie nie chodzil mi kompilator bcc nie poprawia mi samopoczucia.

Szłam dziś ulicami o 8 rano jak 4 razy w tygodniu o tej własnie godzinie zwyczajowo chodzę. Nie wzięlam mojej mptrójki więc pochylając głowe by chronic oczy przed wiatrem wpatrywałam sie uparcie w chodnik. Płytki były szare jak codzień, jak codzień porozwalane smietniki i ludzie pędzacy wciąż naprzód, nawet na czerwonym świetle na pasach. By szybciej. A słońce swiecilo zachwycone samym faktem, że ma dla kogo, wiał ciepły wiatr i chociaż usmiechałam sie optymistycznie nikt usmiechem nie odpowiedział. Dotarłam w końcu na ukochane czwarte pietro kochanego wydziału mat-fiz. :) Znajome twarze, znajome uśmiechy. Ktoś odpowiada usmiechem na usmiech. Ktoś daje “Metro” mówiąc, że mam dziś dobry horoskop:) Lol. Tak zwyczajnie. A jednak tylko tam czuje sie jak w prawdziwym domu.

Idę schowac sie we wstędze Mobiusa, zagubic gdzieś w wielowymiarowej przestrzeni moich sennych koszmarów. Tak malo juz ludzkich ludzi…

Zanim zrozumiesz

Posted in Bez kategorii on 18 marzec 2008, wtorek by Iceflame
…” zanim powiesz jej, że to był  ostatni raz, zanim dzien spłoszy srebrnego ptaka nocy, rozkołysz, rozkołysz, rozkołysz…”

 Czas upływa bardzo szybko. Nie nadążam ale za to jest smiesznie. Lubię jak jest śmiesznie. Nawet jesli to z siebie sie śmieję :) Słucham duzo piosenek, wiekszośc z tych smutnych. Wzruszaja mnie. Boli mnie, ze Wariat nie odezwal się nawet z głupim ” cześć , co słychac? ” . Po prostu nie teskni. Żal. Przełamuje go powoli, z kazda kropla przywiązania do obecnego Słońca w moim życiu, choc jeszcze się zastanawiam czy to słońce nie jest raczej jak zarówka, tak troche w zastępstwie.

W koncu byłam na cmentarzu. Z siostrzyczką. Samej brako mi odwagi. Znalazlysmy cel spaceru – brązowawy grób z lastryku. Omszala drewniana ławka. Na dworze było cieplo. Słońce słabo przeswitywało przez chmury poruszane lekkim wiatrem. w koło panował nieład. Sztuczne kwiaty porozrzucane po alejkach. Uschłe wieńce. Na sasiednim grobie prawie przewrócony krzyż. Nazwisko : N-N Po iluś tam latach zycia po jakims tam czlowieku nie przetrwało nawet jego imię. Zamiast kwiatów na jego grobie zielenia sie chwasty. Ogarniam trochę mały kawałek tego nieładu. Siostrzyczka wbija mocno krzyż. Potem myjemy nagrobna płytę “taty”. Wymieniamy znicze, kwiaty. Szybka szeptana modlitwa. Wiatr na twarzy osusza łzy, których nie ma. Nie ma nawet słów. Znów zal, tylko żal.
 DALSZA CZĘŚĆ NOTKI,KTÓRĄ DOPIERO TERAZ MAM SIŁĘ PRZEPISAĆ Z KARTKI :)
Dalsza część weekendu przysłała dalsza rodzinę. A dalsza rodzina dała kolejną porcję żalu.
- PO CO JEST RODZINA?
- BY ŁADNIE WYCHODZIĆ NA ZDJĘCIACH. :)

Słowa bolą. Mnie. Czasami. Krzyk natomiast powoduje łzy tak jak u innych goraca woda w oczywisty sposób powoduje poparzenie ( i nikt się nie dziwi że skóra jest poparzona jakoś, a jak ja płacze jak sie ktos na mnie drze to sie dziwią… :| ) .
No więc był krzyk. Bronione przeze mnie moje uczucia. Moja Duma. Duma mojego brata – ze mnie – że nie dałam sobą pomiatać. Ale słowa i tak pamietam.

Że mam rzucic studia - powiedziała. Że żyć w trójke jedynie z renty mamy – winno mi wystarczyć. I że musze rzucić chłopaka, bo bycie cały dzień z mamą – to mój obowiązek podobno.
Takich zdań było wiecej.  Np. że ja jestem winna. Po raz pierwszy miałam ochotę szczelić kobiecie w twarz i nazwac ją bezczelna kretynką. I ku ironi – była to moja własna chrzestna. Jedyne co mnie powstrzymało to to, że Słonko mialo na mnie czekac i że ostatni tramwaj by zdążyc na czas miałam juz za moment. Musiałam wyjść. Ciotka miała dużo szczęścia, chociaz nie az tak wiele, bojak słyszalam później od brata powiedzial jej pare rzeczy za mnie. Szybko do nas nie przyjdzie.
Dziś okazało sie, że przyszła nie z troski o mamę ( czyli swoją siostrę ! ) czy o nas ale z troski o grubośc swojego portfela. Zrobiła mamie kazanie tuz przy wejściu, że babcia przysyła pieniądze mojej mamie a jej, zdrowej, pracującej kobiecie wysłała tylko 100 złotych.  Ponadto przyszła wybadać czy nie chce oddać mamy do domu opieki. Bo jak sie okazało jak oddam to za taki dom płaci rodzina – nie tylko ta najbliższa.

I w sumie nawet i to bym jakoś przebolała. Tylko że kiedys pytałam ja o to. Jak taki dom mamie w przyszłości załatwić i jak za to się płaci to mi powiedziała, że nie może mi pomóc i że to mój problem a ona rozumie jak mi ciężko. Hipokrytka.
Chce mi się ryczeć na przemian z kląć jak szewc. Czuję się obrzydliwie samotna z tym wszystkim.
A wczoraj byłam 8 h w pracy. Proste zajęcia, mili ludzie. Relaks. Fajnie było.Leciała taka piosenka tam. Stara jak świat. Pasowała.

Strumming my pain with his fingers
Singing my life with his words
Killing me softly with his song
Killing me softly with his song
Telling my whole life with his words
Killing me softly, with his song

Mama codziennie rzuca tekst, że chciałaby już umrzeć. Razem czekamy na przyjście białego anioła, co prowadzi do świata nieznanego Tobie Wędrowcze
I tak minął mi tydzień w którym obchodziłam siódmą rocznicę śmierci ojca. 7 pieprzonych długich lat. I 7 pięknych lat. A teraz już tylko oczekiwanie… I żal…

Tęsknię

Posted in Bez kategorii on 16 marzec 2008, niedziela by Iceflame

Tesknię, bardzo. Bardzo mocno. Za tym, że sie mna opiekował, za tym że chciał mnie uczyć, za tym że krzyczał, że mam walczyć o każdy swoj dzień. Tesknię za wieloma rzeczami. Za tym, że umiałam mu tak wiele powiedzieć. Za tym, że miał w sobie jakąś siłe, że był silniejszy ode mnie. Nie wiem nawet gdzie teraz jest. Czy jest. Nie tak to powinno być. Smutno mi. Jakoś mi źle. Szukam kogos kto zrozumie, poczuje jak ja. Nie umiem trafić.

Nareszcie widziałam sie z siostrzyczką. Nie wiem czy ona za mną ale ja za nia
tęskniłam strasznie. :) Za jej chustkami na głowie i za tym, że jest jak rodzina. Moja siostrzyczka. Ale ona tez nie rozumie, tego nie zna. Ma inny charakter. Nie chce sie skarżyć, to po prostu suchy fakt. Nie mam ochoty by wychodzić z domu, ucze sie tylko z tego powodu, żeby dostawać rente, brak mi nadzieii na przyszłośc, że cokolwiek sie zmieni, brak kogoś kto powie, ze kocha mnie za sam fakt że jestem. I nie mów Wędrowcze, że mam sie usmiechnąc, nie mów, że nie jest źle, bo wiem, że zawsze moze byc gorzej i nie potnę się zyletka ani wzdłuz ani w poprzek. Tylko jakoś tak… dobrze jest tylko gdy śpię. Czasami dobrze mi z Nim.
Uppsss. Chyba nic nie powiedziałam jeszcze? Jest taki jeden on ostatnio – o tym chyba pisalam. Ma w sobie to coś, że czasami miekna mi kolana i mam ochote zapaść się cała w jego czystych oczach. Miec czyste konto i zaczac z nim wszystko od poczatku – tak dobrze by mi było… Ale nie da się, chodzą za mna niedokończone historie. Niedopowiedziane opowieści. Nie umiem zapomnieć. Marzę by gdzieś na plecach ktoś znalazł u mnie guziczek z napisem ” formatuj” :D Jest inny, inny niż ci ze wspomnień. Wiem, że nadejdzie czas gdy będzie zmiana i nie będzie go już w moim życiorysie. staram się nie angażowac i na razie mi wychodzi. Miłośc za miłość, czyli nie teraz.


Miłość jest po prostu odkryciem nas samych w innych i radościa, że zostalismy doecenieni.

Alexander Smith

I znow mi wychodzi, że tylko Ciebie braciszku umiałabym pokochac na stałe, bo jesteś do mnie cholernie podobny ;) A jak na razie zasłuchuję sie w Frozen Madonny. Flame odeszło. Do usłyszenia Wedrowcze.

Nowy początek

Posted in Bez kategorii on 9 marzec 2008, niedziela by Iceflame

I tak jakoś eblog i dawny adres poszedł w odstawkę. Nie będę się rozwodzić jak stał sie beznadziejny i załosny odkąd dawny admin – Marcin go sprzedał. No cóż. Przyzwyczajam sie do takich rzeczy jak nick, Iceflame to moje imię niemal i tak jakoś sie złożyło że na tym serwisie jest już jakaś iceflame. Od dziś więc totalnie nowy adres, co złożyło się ogólnie jakoś z taką wewnętrzną zmianą mnie. Może i dobrze. Wierzę, że nie zapomniecie o mnie i będziecie odwiedzać mój nowy świat, takiej samej jak zawsze, choć odrobinke innej, Waszej Iceflame.

Odchodzę

Posted in archiwum z ebloga on 7 marzec 2008, piątek by Iceflame

Jakkolwiek to zabrzmi to nic mnie juz nie trzyma ze slowem Iceflame. Tyle długoich miesiecy bardziej bylo tomoje imie niz to w metryce az nagle wszystko sie zmienilo.
komp stoi u mnie w pokoju i moglabym na dlugie godziny zagubic sie w tych pokojach. A nie wiem po co. Nie umiem już pisać. Jakoś tak plus minus od czasu kiedy pogadzilam się z tym że nie znam juz mojego Wariata nie potrafie juz nawet pisac. Myśli zachowuję dla siebie, ewentualnie poduszki. Chociaz myslec jest o kim. Nie dziele sie nimi nawet z Siostrzyczką. Chociaz mam pewne fizyczne podejrzenia dlaczego to faktem jest ze nawet jesc nie jem juz tyle co wczesniej. ledwie polowe chyba. Tak jakby całe flame odeszlo i teraz zostalo mi tylko ice a ono ani tyle ni je ani pisac nie umie.
Nie irytuje się tez tak jak kiedys. Nie moge sie z kims dzis zobaczyc – trudno, zaczeka. Ja – mi wszystko jedno. Z samorzadu mi nie odpisali, ktoś bedzie zly – trudno, studia jeszcze tylko dwa lata niecale. Jeszcze chyba tylko fizyka umie mnie wkurzyc. Ciagle padanie ebloga kiedy codziennie widze napis – nie ma takiego adresu – tez juz mnie nie rusza. Sadze ze nie minie wiele czasu a faktycznie go nie bedzie i moze chociaz paru osobom bedzie zal. a moze nie.

Na wspomnienie jego niebieskich oczu w gardle stoi mi dziwna gula a gdy slysze cos o gorach i jakie sa piekne czuje zazdrosc. Nielubie porazek ale tak wychodzi. Gapie sie teraz na jedna fotkę. Album na necie. z gor ovzywiscie. Zamyslone spojrzenie wiecznego wedrowca. Samotnosc w oczach. Radość. Gładka twarz na której moze wytopic sie kazda emocja jaka sobie zazyczysz. Bez zwiazku z tym co jest w srodku. Widze oczy ktore milcza Niecierpie ich i martwię sie o nie. I choc ktos inny bardzo sie stara to nikt nigdy nie usyszy juz ode mnie juz tego slowa na K bo skonczyly mi sie pokoje w moim swiecie. Taka obietnica dla siebie. Dzis wzielo mnie cos. Dlatego ze zbliza sie rocznica a rocznice jak wszystkim wiadomo to czas podsumowan. ta jest siodma a siedem podobno jest szczesliwe. ciekawe. To jeszcze tylko z tydzien. rowny tydzien. Ach. I nie mysl Wedrowcze ze to takie proste, ze znasz mnie już az tak. To smutna rocznica. I chcę spedzic ja z kims, nie sama. Ale nie bedzie tak. Bede w nia sama jak palec z moim zwyczajnym zyciem, zbyt zwyczajnym by uslyszec choc raz magiczne slowa pelne mocy. Mocy czynienia nawet cudow. Bo czyz nie jest cudem oddac komus wszystko?

Żegnaj Wędrowcze. Idę spać. Zapadnę w słodki sen, w którym wszystko jest mozliwe. Nawet to, co juz ledwo sie pamięta.

DOPISEK:
To nie ja wymysliłam te głupią opcję, że komentowac mogą tylko zalogowani, żeby nie było. Jak ktoś wie jak sie tego badziewia pozbyć – prosze powiedziec. W najbliższym czasie zmiana adresu . Bylaby nawet dziś, ale nie wiem jeszcze gdzie da sie przenieść całe moje archiwum.

NOWY ADRES:
http://waniliowylisc.wordpress.com/
W najbliższych dniach dopiero powstanie. :) Uda mi się przenieść całe archiwum więc mam nadzieję że i wy zostaniecie ze mną. :)