jak ciepły letni deszcz
Weekend minąl, jak zawsze mija – szybko. i znow nic sie nie zmienia za bardzo. Zaraziłam się anginą od Madzi chyba. Dostanie ochrzan we wtorek ze sie nie leczy. Kupiłam sobie kurtkę w gory. Calkiem niezła. Podoba mi sie. Byłam na koncercie kameralnym zajefajniej metalowej kapeli. Troche nie mój świat jak się okazało ale warto bym poslucha, cos niewiarygodnego.
Trochę jakoś pusto i uczyć mi się nie chce. Ida święta a ja wciąz nie umiem sie wyspać, tylko bym spała i spała. :) Ale sny mam takie ladne. Az zal sie budzić.
Smok wisi na mojej szyi jak wisiał, ma wielkie skrzydła i długi ogon i dzielnie znosi swoja czarownice.
Poznałam kogoś. Dobry jest. Inny. Różnimy się tak bardzo. Zaciskam dłonie w pięści i mocno wbijam sobie paznokcie. Dałam sobie słowo że wyprostuje sobie zycie ale wciąż okropnie mi brak tego czegoś co było kiedys, czasami ucieka w wspomnienia trzymając ramkę ze zdjęciem. Otulona nocą, przytulona do misia jak 5-letnia dziewczynka zasypiam spokojnie i w ciągu jednego mgnienia oka.
Och, Wędrowcze. Znow otwierasz drzwi martwiąc się o mnie. Nie martw się, wszystko będzie dobrze…
Dobranoc….
Wasza Iceflame